Jak się zaczęła Pani przygoda, jeżeli można to tak nazwać, z muzyką przez duże M?
Muzyka od zawsze była moją wielką pasją. Miałam 6 lat, kiedy zaczęłam pobierać lekcje gry na fortepianie. Uczestniczyłam również w zajęciach baletowych prowadzonych w MDK w Aleksandrowie Łódzkim. Wszystko, czego zdołałam nauczyć się jako dziecko, zaowocowało w późniejszej mojej działalności artystycznej. Z sentymentem wspominam tamte lata – zespół baletowy, później zespół tańca ludowego i naszą wspaniałą instruktorkę, Panią Irenę Maciaszczyk.

Ale to nie taniec stał się Pani domeną.
Istotnie. Mając 15 lat trafiłam do mojego pierwszego nauczyciela śpiewu, Pana Jerzego Wolniaka, który tak zaraził mnie miłością do śpiewu operowego, że trwam w tej miłości do dziś.
Czy był ktoś, kto pomógł Pani w podjęciu tej decyzji?
Tak. Taką osobą była moja Mama, która zawsze mnie wspierała. Widząc moje zainteresowania, umiejętnie kierowała ich rozwojem. Nie ukrywam, że kosztowało Ją to bardzo dużo trudu. Mama uczestniczyła we wszystkich moich premierach teatralnych. Bardzo cieszyły Ją moje sukcesy. Była moim najlepszym, najbardziej lojalnym i najbardziej oddanym przyjacielem. Nigdy nie pogodziłam się z Jej przedwczesnym odejściem.
Ukończyła pani Szkołę Podstawową nr 4 w Aleksandrowie Łódzkim?
Uczęszczałam do Szkoły Podstawowej nr 4 do trzeciej klasy włącznie. Do czwartej klasy poszłam już do nowo wybudowanej Szkoły Podstawowej nr 1 w Aleksandrowie. Szkołę tę wspominam najmilej ze wszystkich szkół ogólnokształcących, do których uczęszczałam. Nad naszym wykształceniem czuwało zacne grono pedagogiczne. Wymienię kilka osób, które wspominam szczególnie ciepło: Pani Ewa Knapp – uczyła nas języka polskiego, Pani Magdalena Banat – wspaniale uczyła matematyki, Pan Krzysztof Kozanecki – niezwykle barwnie i z dowcipem uczył historii. Nie mogłabym zapomnieć o Pani Annie Ciołkowskiej uczącej muzyki. Ukończyłam tę szkołę ze srebrną tarczą. Kolejny rozdział mojej edukacji to liceum. Ukończyłam Liceum im. Mikołaja Kopernika w Aleksandrowie Łódzkim. Jestem bardzo wdzięczna moim nauczycielom, nie tylko za wykształcenie, które tu zdobyłam, ale także za życzliwość dla mnie. Ja w tym okresie uczęszczałam już do szkoły muzycznej w Łodzi i było mi dość trudno pogodzić naukę w dwóch szkołach. Myślę, że gdyby nie przychylność i takie po prostu ludzkie zrozumienie, to byłoby to niemożliwe. Miałam wspaniałych wychowawców: Panią Marię Kasprzyk i Pana Adama Kasprzyka. Dobrym duchem tej szkoły i niezwykle życzliwym człowiekiem był także Pan Dyrektor – Stanisław Lichwała.
A co z dalszą edukacją muzyczną?
Tak jak już wspominałam, ukończyłam Szkołę Muzyczną II stopnia im. Stanisława Moniuszki w Łodzi, w klasie śpiewu Pani Elżbiety Ptak-Wolniak. Po dyplomie zdałam egzaminy wstępne do Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczów w Łodzi,
na Wydział Wykonawstwa Instrumentalnego i Wokalno-Aktorskiego. Trafiłam do klasy śpiewu jednej z najwybitniejszych polskich śpiewaczek operowych – Maestry Delfiny Ambroziak. Akademia Muzyczna to był czas pięknej przygody, beztroski i odkrywania nowych lądów, mimo że mięliśmy bardzo dużo zajęć, poddawani byliśmy ciągłej weryfikacji. Już podczas studiów rozpoczęłam pracę jako solistka Teatru Muzycznego w Łodzi, a także współpracowałam z Teatrem Muzycznym w Poznaniu. Przez rok po dyplomie byłam także solistką Opery Nova w Bydgoszczy.
Jestem pełen podziwu, bo wiązało się to na pewno z licznymi podróżami
Owszem, to prawda. Moja praca nierozerwalnie wiąże się z przemieszczaniem, ale dzięki temu mogę poznawać nowe miejsca, nowych ludzi. Ma to swoją wartość. Podróżowałam bardzo dużo z Teatrem Muzycznym w Łodzi. Były to głównie wyjazdy zagraniczne, przede wszystkim do Niemiec. Z Polską Operą Kameralną, do której zaprosił mnie w 2003 roku jej dyrektor, Kazimierz Kowalski, graliśmy po kilkaset koncertów
i spektakli rocznie – głównie w Polsce, choć były także piękne wyjazdy zagraniczne, np. do Wilna czy do Brukseli.
Oprócz umiejętności artystycznych, Pani działalność wymaga ogromnego wysiłku fizycznego. Jak Pani sobie z tym radzi?
Mam w sobie mnóstwo radości i sama nie wiem, czy wynika to ze specyfiki mojego zawodu, czy raczej z charakteru. Bardzo wcześnie straciłam rodziców i zostałam sama, bo nie mam rodzeństwa. Zaczęłam zupełnie inaczej spoglądać na życie. Potrafię cieszyć się dniem dzisiejszym, nie oglądając się wstecz.


Wracając do Pani osiągnięć, czy jest coś, czym chciałaby się Pani dzisiaj pochwalić?
Ja nie bardzo lubię się chwalić. Myślę, że artystą się bywa. Sam fakt wykonywania przeze mnie przez niemal 20 lat tak trudnego zawodu, jakim jest zawód śpiewaka operowego, uważam za sukces. Kończę także już moją pracę doktorską, której promotorem jest prof. Beata Zawadzka-Kłos. Jednak praca zawodowa to tylko jeden z elementów mojego życia. Oczy-wiście jestem dumna z tego, co robię, cieszę się, że mogę realizować moje pasje, ale to, co najważniejsze, jest poza pracą. Dom, rodzina, przyjaciele – to jest podstawa. Na tym można budować. Jeśli w swoim życiu kierujemy się wartościami uniwersalnymi, to możemy osiągnąć harmonię. Myślę, że to jest w życiu najważniejsze.
A jak widzi Pani kondycję sztuki wysokiej i artystów w Polsce?
Niepokoi mnie to, że w Polsce pojawił się trend, w którym przestaje się cenić profesjonalnych wykonawców, a wydaje się mnóstwo pieniędzy na rzeczy, które nie niosą znamion prawdziwej sztuki. Często wiąże się to z tragiczną sytuacją materialną wykształconych artystów. Przepisy Prawa Pracy zmieniły się na gorsze o tyle, że artyści teatrów nie są pewni swoich etatów. Dyrektor teatru w każdej chwili może stwierdzić, że nie ma dla nich propozycji w następnym sezonie. Jako grupa zawodowa utraciliśmy dotychczasowe przywileje branżowe.
Jakie role utkwiły w Pani pamięci najbardziej?
Uwielbiam wykonywać partie operetkowe. Jedną z moich ukochanych ról jest Sylwia w „Księżniczce czardasza” –
E. Kalmana. Inną moją ukochaną rolą jest Norina w operze „Don Pasqualle” – G. Donizettiego czy Hanna w „Strasznym dworze” – S. Moniuszki, wykonywane przeze mnie dziesiątki razy w Polsce, a także w Wilnie.
Czy ma Pani jakieś marzenia o roli, w jakiej chciałaby Pani pokazać cały swój kunszt artystyczny?
Marzę, aby zaśpiewać partię Wioletty w operze „La Traviatta” – G. Verdiego. Znam każdą nutę z tej opery. Słuchałam jej
w dziesiątkach wykonań w różnych teatrach. Wiem, jak będzie ona brzmiała w moim wykonaniu. Podziwiam wspaniałą Annę Netrebko w tej partii.
Obecnie jest Pani związana z jakimś teatrem na stałe?
Obecnie współpracuję z Polską Operą Kameralną, jak również z wieloma filharmoniami i instytucjami kultury w Polsce. Zajmuję się także tworzeniem własnej przestrzeni dla kreowania sztuki, poprzez moją Fundację.
Dziękuję za poświęcony czasu. Życzę Pani jeszcze wielu sukcesów scenicznych. Mam nadzieję, że wkrótce Aleksandrowianie będą mogli podziwiać pełnię Pani artystycznych umiejętności na terenie naszego miasta.
Dziękuję.

Rozmawiał Henrych Zych

Małgorzata KulińskaMałgorzata Kulińska – śpiewaczka operowa, sopran. Absolwentka Akademii Muzycznej w Łodzi, gdzie ukończyła Wydział Wykonawstwa Instrumentalnego i Wokalno-Aktorskiego, obecnie doktorantka tej uczelni. Debiutowała w 2000 r., jeszcze jako studentka, w Teatrze Wielkim w Łodzi, partią Barbariny w „Weselu Figara” W.A. Mozarta. Wieloletnia solistka łódzkich teatrów: Teatru Wielkiego i Teatru Muzycznego. Wykonywała wiele partii operowych, operetkowych i musicalowych. Na stałe współpracuje z Polską Operą Kameralną, gdzie wykonuje czołowe partie operowe. Obecnie dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Wokalnej i prezes Fundacji Narodowy Instytut Sztuki, którego misją jest upowszechnianie kultury wysokiej. Artystka prowadzi bardzo bogatą działalność koncertową. Współpracuje z instytucjami kultury na terenie całego kraju. Można ją usłyszeć w programach radiowych i telewizyjnych (m.in. „Od arii do piosenki”, „Kazimierz Kowalski zaprasza”).